W niedzielę służby zostały poinformowane, że w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Sienkiewicza po godzinie szóstej matka znalazła niemowlę, które nie oddychało i było sine. Na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Mimo podjętej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Przedstawiciele służb zanotowali, że w mieszkaniu panował nieporządek i było bardzo zimno. Na razie śledczy nie chcą wskazywać co było przyczyną śmierci niemowlęcia. Na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, nikomu nie postawiono zarzutów. Na miejscu zabezpieczono butelkę z jedzeniem dla dziecka i dokumentację medyczną.
W mieszkaniu okna były przymarznięte, na ścianach był szron. Woda w butelkach, które stały na jednym z regałów, również była zamarznięta. Przebywające w środku trzy kobiety powiedziały policjantom, że ostatni raz paliły w piecu kaflowym w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, ale mimo to w mieszkaniu było bardzo zimno. Nie można jednoznacznie wskazać, co przyczyniło się do śmierci dziecka. Można rozważać, czy to była niska temperatura panująca w mieszkaniu, czy może u dziecka wystąpiły jakieś zmiany chorobowe, o których matka nie wiedziała - mówi Cezary Ołtarzewski
37-latka przyjechała z niemowlęciem pociągiem z Krakowa w odwiedziny do matki w Radomiu. Jak powiedziała policji, nie zdawała sobie sprawy z warunków, jakie były w mieszkaniu. Według niej dziecko było zdrowe, nie było na nic leczone. Matka karmiła je naprzemiennie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym. Ostatnio dziecko dostało jeść o godz. 3.00. Trzy godziny później kobieta chciała je ponownie nakarmić i wtedy odkryła, że jest sine i nie oddycha.