Przede wszystkim powinniśmy pamiętać, że radomski protest był odpowiedzią na drastyczną podwyżkę cen podjętą dzień wcześniej. Mięso i jego przetwory miały zdrożeć o 69 proc., drób o 30 proc., masło i nabiał o 50 proc., a cukier nawet o 100 proc. Aby zrekompensować skutki tej podwyżki władze zapowiedziały wypłacanie rekompensat, ale ich zasady powszechnie uznawano za skrajnie niesprawiedliwe. 25 czerwca 1976 o godzinie 6.30 sygnał do masowego protestu dała pierwsza zmiana wydziału P-6, Zakładów Metalowych ”Łucznik”. Prawie tysiąc osób wyszło poza bramy fabryki, nawołując do przyłączenia się robotników innych zakładów. Robotnicy przeszli ulicami miasta i dotarli pod komitet Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej ( dziś dyrekcja Lasów Państwowych na 25 czerwca). Protestujący domagali się cofnięcia podwyżek jednak rozmowy nie przynosiły rezultatu. Po godzinie 14.00 zdesperowani protestujący wtargnęli do gmachu KW PZPR, w budynku wybuchł pożar. Następnie do miasta ściągnięto oddziały ZOMO i Milicji i na ulicach rozpoczęły się walki. Choć milicjanci nie pociągnęli za spust w wyniku zajść zmarły dwie osoby a kilkadziesiąt zostało rannych. Kolejne godziny polegały na wyłapywaniu protestujących. Milicja była brutalna.
- Pamiętam ja miałem długie włosy i pamiętam jak milicjant mi wyrwał te włosy. Krew lała się aż do nóg. Trudno opisać jak oni się nad nami znęcali. Każdy z milicjantów miał tą długą pałkę i bił nas po całym ciele. To było coś okropnego - wspomina Ryszard Szałapski zmarły uczestnik protestu.
W procesach sądowych, toczących się przez następne miesiące, 25 osób skazano na karę więzienia. Około 170 osób zostało skazanych przez kolegia do spraw wykroczeń. Wielu uczestników protestu straciło pracę.Pokłosiem wydarzeń było powstanie Komitetu Obrony Robotników, organizacji która w sposób jawny i otwarty wspierała radomskich robotników. Organizowali pomoc prawną, przywozili pieniądze dla zwalnianych z pracy. Do Radomia przyjeżdżali późniejsi działacze Solidarności: Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz, Jan Lityński, Zbigniew i Zofia Romaszewscy. Ona sama tak wspomina swoje spotkania z protestującymi wtedy robotnikami
- Widziałam ludzi mocno poturbowanych, w sposób wręcz niesamowity. Ja po trzech miesiącach widziałam tę pręgi na plecach tych ludzi. W normalnych warunkach one by się zagoiły, a tutaj były one widoczne. - mówi Zofia Romaszewska, działaczka opozycji komunistycznej.
Zdaniem historyków zdarzenia do jakich doszło 25 czerwca 1976 roku doprowadziły do powstania Solidarności w 1980 roku, a w konsekwencji do upadku systemu komunistycznego w Polsce.