Najpierw mrozy, teraz grad i susza. Pogoda niszczy plony sadowników w regionie grójeckim

Sadownicy z regionu grójeckiego po raz kolejny liczą straty. Burza z gradem zniszczyła część owoców na drzewach. Stało się to tuż przed rozpoczęciem zbiorów. ​ To nie jedyny problem z którym plantatorzy muszą się borykać.

Drzewko jabłoni na balkonie
Autor: Getty Images Do uprawy w pojemnikach nadają się wyłącznie karłowe odmiany jabłoni

Przypomnijmy. Kwietniowe mrozy zniszczyły część kwitnących drzew. Przez co owoców już jest mniej. W tym tygodniu nad rejonem grójeckim i Lubelszczyzną przeszła burza z gradem. Właścicielom gospodarstw pozostaje liczenie strat. 

- Są lata lepsze, są lata gorsze.  Ten rok jest specyficzny- skrajnie tragiczny.  Po pierwsze fizycznie jabłek nie ma a to co zostało, to też zostało zbite gradem. Po drugie mamy problem z suszą i to bardzo duży. Są potrzebne ilości wody do nawadniania sadów jabłoniowych i drugie tyle by nawadniać sady gruszkowe.  W okolicy Warki, tutaj jadąc w stronę Białobrzeg, ludzie mają studnie i mówią, że studnie są puste. Jeżeli mają nawet pompy, to nie mogą ich uruchomić, bo wody nie ma.  Jest to ciężki rok i ja uważam, że  z roku na rok sadowników będzie coraz mniej. Trzeba mieć na uwadze ile kosztuje utrzymanie takiej uprawy. Założenie siatki antygradowej to koszt 150 tys. - 200 tys. złotych na hektar. To oznacza, że dla sadownika mającego 8 hektarowe musiałby wydać milion złotych. Sprzedaż jabłek nie zwróci mu poniesionych kosztów - tłumaczy Izabela Kaczorowska, sadowniczka z powiatu grójeckiego,  autorka bloga "Kobieta w sadzie" 

Groza na Mokotowie. Rzucił się na skutery z tasakiem

Uszkodzone przez grad i mróz jabłka trafią na przetwórstwo. Oznacza to, że ich cena będzie o 75 proc niższa niż za jabłka które trafiają do sortowni.

Zobacz galerię radomskich murali: