Szok! 45-latek zmarł po nastawieniu barku. Prokuraturę zawiadomili pracownicy szpitala

2026-02-23 15:33

Rutynowy zabieg w radomskim szpitalu zakończył się śmiercią 45-letniego pana Macieja. Mężczyzna zgłosił się na SOR jedynie ze zwichniętym barkiem, ale do domu już nie wrócił. O sprawie śledczych poinformował zszokowany personel placówki, wskazując na szereg rażących zaniedbań. To nie jedyna tajemnicza śmierć w tym miejscu, której okoliczności budzą poważne wątpliwości.

Mężczyzna trzymający się za bolący lewy bark.

i

Autor: Getty Images

Sprawę nagłośniła „Gazeta Wyborcza”, opisując tragiczne wydarzenia ze stycznia 2026 roku w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu. 45-letni pan Maciej trafił na tamtejszy SOR po tym, jak jego siostra wezwała pogotowie do zwichniętego barku. Mężczyzna był zdrowy, a wizyta w placówce miała ograniczyć się do prostego zabiegu ortopedycznego. Niestety, pacjent nigdy nie opuścił szpitala o własnych siłach. Rodzina zmarłego, która o szczegółach dowiedziała się z mediów, zarzuca medykom rażące błędy. Siostra 45-latka, pani Magda, podkreśla w rozmowie z dziennikarzami, że szpital nie wyjaśnił przyczyn tragedii i zbywał bliskich.

Wstrząsające kulisy leczenia ujawnili sami pracownicy oddziału, którzy zdecydowali się na anonimowe zawiadomienie Prokuratury Rejonowej w Radomiu. Z ich relacji wynika, że lekarz dyżurny podjął się przeprowadzenia znieczulenia ogólnego, mimo że nie posiadał specjalizacji anestezjologicznej i nie wezwał do pomocy odpowiedniego specjalisty. Co więcej, pacjent nie został podpięty do aparatury monitorującej funkcje życiowe. Personel zorientował się, że mężczyzna przestał oddychać dopiero po upływie dwudziestu minut. Choć po reanimacji funkcje życiowe powróciły, doszło do nieodwracalnych zmian.

„Autorzy zawiadomienia do prokuratury opisali zachowanie lekarza, który przeprowadzał zabieg. Na uwagę, że błędem było niepodpięcie monitorów, miał ich straszyć, że jak ta sprawa »wyjdzie«, to on się postara, żeby stracili pracę” – mówi prokurator Cezary Ołtarzewski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Lista zarzutów pod adresem placówki jest znacznie dłuższa. Bliscy pana Macieja nie zostali poinformowani o przeniesieniu pacjenta na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej; siostra odnalazła go tam przypadkowo. Badania potwierdziły u 45-latka cechy obrzęku oraz uszkodzenia mózgu spowodowane niedotlenieniem. Mężczyzna nie reagował na bodźce i zmarł dwa dni po przewiezieniu do hospicjum. Zszokowana rodzina zapowiada walkę o sprawiedliwość i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności.

Szpital nabiera wody w usta. To nie pierwszy taki przypadek

Dyrekcja radomskiej placówki unika konkretnych odpowiedzi na pytania dziennikarzy, zasłaniając się trwającym postępowaniem wyjaśniającym. Rodzina zmarłego obawia się, że szpital próbuje zatuszować sprawę, zamiast wskazać winnych. Warto zaznaczyć, że to nie pierwsze problemy tej jednostki. W ubiegłym roku Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na szpital wysoką karę finansową, co było skutkiem niezapewnienia wymaganej obsady lekarskiej na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

„W maju 2024 roku pogotowie przywiozło do szpitala na Józefowie nieprzytomnego mężczyznę. Okazało się wtedy, że na SOR-ze nie ma lekarza. Reanimację przez 20 minut prowadziły pielęgniarki, jednocześnie próbowano wydzwonić jakiegoś lekarza. Dwóch - kardiolog i ortopeda - odmówiło zejścia ze swoich oddziałów. Dopiero po 20 minutach z oddziału intensywnej opieki medycznej przybiegł lekarz anestezjolog i przejął akcję ratunkową. Niestety, bez pozytywnego skutku” – opisuje „Gazeta Wyborcza”.

Po majowej tragedii anestezjolog odnotował w systemie brak lekarza internisty na dyżurze oraz fakt odmowy przyjścia przez innych specjalistów. Kiedy zarząd dowiedział się o istnieniu notatki, miał stosować groźby w celu wymuszenia jej usunięcia. Sprawą fałszowania dokumentacji i zgonów zajmuje się prokuratura, która prowadzi wielowątkowe śledztwo dotyczące funkcjonowania radomskiego szpitala.